Od stycznia przyszłego roku minimalna krajowa ma być 4806 zł brutto. To wzrost 140 zł w stosunku do tego roku. Nie brzmi groźnie, ale dla osób zarabiających minimalnie to niemała zmiana. Po odliczeniu wszystkiego – podatków, ZUS, ubezpieczenia – zostanie około 3550 złotych netto. Czyli dodatkowe sto złotych do kieszeni każdego miesiąca. Brzmi słabo? No, dla osoby zarabiającej minimalnie to już coś.

Może się wydawać że to mało, ale weź osobę samotnie wychowującą dziecko. Dla niej to mogą być buty dla dzieciaka albo opłata za świetlicę przedszkolną. Dla kogoś kto spłaca kredyt mieszkaniowy? To prawie nic, bo przecież rachunki idą w górę szybciej niż pensje. To jest właśnie problem – dla jednych to życiowe pieniądze, dla drugich kropla w morzu wydatków.

Temat płacy minimalnej to zawsze cyrk. Związki zawodowe – zwłaszcza OPZZ – domagały się 5015 zł brutto, mówiąc że inaczej to po prostu do niczego się nie przyda dla pracowników. Pracodawcy się bronili zażarcie, że firmy upadną i zwolnią ludzi. Na koniec wyszło 4806, czyli nikt w pełni nie jest zadowolony. Klasyka polskiej negocjacji. Zawsze gdzieś pośrodku, zawsze wszyscy oburzeni.

Dlaczego w ogóle trzeba podwyższać płacę minimalną?

No bo pracownicy patrzą na ceny – jedzenie drożeje, energia drożeje, mieszkania kosztują więcej – i widzą że im się po prostu nie opłaca pracować. Czemu by nie przeglądać internetu czy coś? Trzeba jakoś utrzymać ludzi w pracy. Z drugiej strony – i tutaj trzeba być fair – część firm rzeczywiście ma poważny problem. Mały sklep czy pizzeria operują na marginesach rzędu paru procent. Każde zwiększenie kosztów pracy muszą przerzucić na klientów.

Dla firm to będzie boleśnie. Pracodawca nie płaci tylko te 4806 zł brutto co widzi na papierze. Dochodzą składki – ZUS, ubezpieczenie zdrowotne, Fundusz Pracy, Fundusz Gwarantowanych Świadczeń i cała reszta biurokratycznej koszuli. Razem to wychodzi na 5900-6000 zł na jednego pracownika. Firma zatrudniająca dziesięciu ludzi na minimalce będzie miała 16-17 tysięcy dodatkowych kosztów rocznie. To nie jest kwota do zaśmiewania dla małego biznesu.

Problem który wszyscy ignorują

Pojawia się też jeden problem który prawie nikt nie porusza w dyskusji. Pracownik zarabiający dzisiaj 4900 zł myśli sobie – czemu ja mam prawie tyle samo co ktoś co dopiero zaczął pracować? Więc pada żądanie podwyżki. To kompletnie naturalne i zrozumiałe. W rezultacie cała struktura płac w firmie się pędzi w górę. To zawsze tak bywa – to efekt domina w podnoszeniu wynagrodzeń.

Które branże będą miały największe problemy?

Najmocniej ucierpi gastronomia, handel, hotelarstwo. Tam pracuje bardzo dużo osób zarabiających na minimalce. Restauracja będzie musiała albo znacznie podnieść ceny, albo zwolnić część pracowników, albo zainwestować w automatyzację i maszyny zamiast ludzi. Żaden scenariusz nie jest wesoły. Z drugiej strony – branża IT, finanse, duże korporacje? Prawie się tego nie dotyczą, bo tam średnia pensja jest dwu-, trzykrotnie wyższa niż minimum.

Gastronomia już teraz się szykuje na podwyżki cen. Handel mówi że będzie redukcja etatów. Hotelarstwo szuka oszczędności. To będzie rok zmian na rynku pracy.

Tutaj się robi interesująco

Budżet państwa faktycznie zyskuje na podwyżkach wynagrodzeń pracowników. To może brzmieć dziwnie, ale wyższe zarobki to wyższe wpływy z podatków dochodowych i ze składek na ubezpieczenia. Szacunek ekspertów to około 400-430 zł na pracownika miesięcznie dla skarbu państwa. W skali kraju to mówimy o miliardach złotych rocznie. Ironia – rząd przesunął praktycznie cały koszt na firmy, a sam zyska pieniądze z podatków. Wszyscy mówią że się martwią pracownikami, ale mało kto mówi o tym że to dochodowe dla budżetu.

Ekonomiści się nie zgadzają – kto ma rację?

Ekonomiści się kłócą na temat skutków podwyżek płac. Jedni mówią że wyższe zarobki to więcej wydawania, a to oznacza wzrost gospodarczy i popyt wewnętrzny. Facet co zarabia minimum wszystko wydaje – nie oszczędza. Każdy grosz wraca do obiegu gospodarczego. To jest empirycznie sprawdzone, niepodlegające dyskusji – biedni ludzie wydają, bogaci oszczędzają.

Druga strona mówi o spirali inflacyjnej – ceny rosną, firmy podwyższają zarobki, zarobki rosną, ceny rosną. Błędne koło które ciężko przerwać. Trzeci typ ekonomistów boi się szybszej automatyzacji – maszyna staje się coraz bardziej ekonomicznie opłacalna.

Prawda? Wszyscy mają trochę racji. To będzie mieszanka wszystkich tych efektów. W szczęśliwym scenariuszu: ceny pójdą w górę umiarkowanie, firmy się przystosują szybko, bezrobocie się nie zmieni drastycznie. W pesymistycznym: wiele małych biznesów ruszy i zwolni ludzi, bezrobocie wzrośnie.

A co z pracownikami na zmiennych umowach?

Pracownicy na umowach zlecenie i pracowniczy sezonowo dostają stawkę godzinową 31,40 zł brutto. To wzrost o 90 groszy od poprzedniego roku. Brzmi mało, ale dla kogoś pracującego sezonowo – zbiorach, gastronomii latem, turystyce – to oznacza kilkaset złotych więcej w sezonie pracy. To zawsze coś.

Przyszłość

Dobrą wiadomością dla firm jest że w 2026 roku będzie tylko jedna podwyżka od stycznia. Przez ostatnie kilka lat czasami były dwie podwyżki w roku bo inflacja szalała i było trzeba ratować pracowników. Teraz będzie stabilnie – jedna zmiana od nowego roku, potem spokój. Firmy mogą sobie spokojnie zaplanować budżet i strategię na cały rok bez stresu że będzie trzecia, czwarta zmiana.

Pytanie co będzie za rok – kolejna podwyżka? Wszystko zależy od tego jak się będzie kształtować inflacja i wzrost gospodarczy. Jeśli inflacja będzie wyższa niż rząd dzisiaj prognozuje – a bywa – to pracownicy realnie zarabiać będą mniej. Związki zawodowe już to wiedzą i dlatego tak podnosiły larum. Dla nich 3 proc podwyżki przy 3 proc inflacji to zero. Zero realnego przyrostu siły nabywczej, które jest kluczowe.

Czy to rozwiąże wszystkie problemy?

Oczywiście że nie. Ale dla kogoś zarabiającego dzisiaj minimalnie to lepiej niż nic. W Polsce zawsze bierze się lepsze niż gorsze, nawet jeśli to ilości umiarkowanej.

Podsumowanie? Pracownicy otrzymają trochę więcej, firmy zapłacą więcej, rząd zarobi na podatkach i składkach. Kto realnie zyska? Ciężko powiedzieć. Prawdopodobnie wszyscy trochę coś zyskają, ale nikt nie będzie zadowolony do końca. Tak to zwyczajnie wygląda.

Pytania i odpowiedzi

Ile wyniesie minimalna krajowa od 2026?

4806 zł brutto miesięcznie, a stawka godzinowa 31,40 zł brutto za godzinę.

Ile dostanę netto?

Około 3550-3600 zł na rękę, czyli mniej więcej 100 zł więcej niż teraz.

Kogo dotyczy?

Pracowników na umowach o pracę i osoby na zleceniach czy sezonowych.

Czy ceny pójdą w górę?

Pewnie tak, szczególnie w gastronomii, handlu, hotelarstwie gdzie marże są niskie.

Czy będą zwolnienia?

Część firm może zmniejszyć zatrudnienie, ale parte też może zyskać na większym popycie.

Czy będzie jeszcze podwyżka w 2026?

Nie, tylko od stycznia, potem spokój przez cały rok.

Dlaczego związki nie były zadowolone?

Chcieli 5015 zł. Uważają że 3 proc to ledwie pokrycie inflacji bez realnej poprawy warunków życia.


Źródła: Ministerstwo Rodziny Pracy i Polityki Społecznej, OPZZ, Lewiatan, Narodowy Bank Polski, Główny Urząd Statystyczny, Państwowa Inspekcja Pracy, raporty analityczne ośrodków badawczych.