Polska stoi u progu możliwości wprowadzenia jednej z najgłośniej dyskutowanych idei współczesnej polityki społecznej – Bezwarunkowego Dochodu Podstawowego (BDP). Projekt obywatelski zakładający wypłacę 2333 zł miesięcznie dla każdego obywatela trafił do Sejmu w lipcu 2025 roku, rozpalając dyskusję nie tylko ekspertów, ale też polityków z różnych stron sceny i – co ciekawe – społeczeństwa, które czasami dyskutuje bardziej zaangażowanie niż sami politycy. Warto w tym miejscu przypomnieć, że to nie pierwszy polski eksperyment z dochodem gwarantowanym – już w 2022 roku naukowcy z Uniwersytetu Warszawskiego, ci którzy zwykle pracują nad mniej medialnymi projektami, przygotowywali pilotaż w województwie warmińsko-mazurskim. Pandemia COVID-19 wstrzymała to wszystko, ale pamiętać trzeba, że pomysł nie pojawił się z niczego – ktoś już tę drogę zaczynał.

Czym naprawdę jest Bezwarunkowy Dochód Podstawowy – i dlaczego nazwa może być myląca

Zanim zagłębimy się w polski scenariusz, trzeba wyjaśnić, czym jest koncepcja, bo nazwę słyszy się wszędzie, ale definicja bywa rozmyta. Bezwarunkowy Dochód Podstawowy to świadczenie pieniężne wypłacane przez państwo każdemu obywatelowi – znowu, każdemu – niezależnie od poziomu dochodów, statusu zawodowego czy spełniania jakichkolwiek warunków. Brzmi abstrakcyjnie? Spróbujmy konkretniej. Ty pracujesz, dostajesz 2333 zł. Twój sąsiad siedzi w domu i pisze powieść – dostawałby też 2333 zł. Osoba na emeryturze – 2333 zł dodatkowo. Dziecko trzyletniego – 2333 zł (w wersji projektu). Bez żadnych pytań, zaświadczeń, bez konieczności udowadniania potrzeby. To właśnie ta bezwarunkowość – a nie sama wysokość kwoty – stanowi absolutne novum w stosunku do dotychczasowych programów socjalnych takich jak 800 plus czy zasiłki dla bezrobotnych, które mają sporo wbudowanych mechanizmów kontroli i ograniczeń.

Historia idei sięga XVIII wieku, ale współczesną dyskusję rozpowszechniły kilka czynników, które działają na nas wszystkich równocześnie. Rosnąca automatyzacja pracy – roboty biorą nam kawałki zatrudnienia. Nasilające się nierówności społeczne – widać to gołym okiem, niezależnie od tego, czy czyta się statystyki. Rozpad tradycyjnego modelu zatrudnienia na rzecz umów krótkoterminowych, samozatrudnienia i pracy na zlecenie – każdy to wie z doświadczenia. W Polsce konkretnie, gdzie aż 21,7 procent pracowników siedzi na niestandardowych formach zatrudnienia (a może być jeszcze więcej, bo nikto nie wie na pewno, ile osób pracuje w całkowitej szarej strefie), problem dostępu do świadczeń socjalnych jest szczególnie ostry. Człowiek pracuje, ale jego pracodawca „zapomina" o umowie, a on nie ma ubezpieczenia i musi obchodzić się bez zasiłków.

Doświadczenia międzynarodowe: Co się naprawdę stało w Niemczech i Finlandii

Zanim Polska będzie cokolwiek podejmować, warto posłuchać tych, którzy już eksperymentowali. I tutaj zaczyna się ciekawie. Niemcy – taki kraj, który lubi bycie systematycznym i naukowym – przeprowadziły największy w Europie niezależny akademicki eksperyment dotyczący bezwarunkowego dochodu podstawowego. Brzmi poważnie? Bo było poważnie. Od czerwca 2021 do maja 2024 roku grupa 122 osób w wieku 21–40 lat otrzymywała 1200 euro, czyli ponad 5 tys. złotych, co dla porównania to mniej więcej tyle, co polskie średnie wynagrodzenie – miesięcznie, absolutnie bezwarunkowo. Bez żadnych zachcianek, bez „ale musisz szukać pracy", bez czegokolwiek.

Co się stało? To, co krytycy uważali za niemożliwe, a co zwolennicy przewidywali. Badanie, przeprowadzone przez organizację Mein Grundeinkommen oraz Niemiecki Instytut Badań Gospodarczych, wykazało coś zupełnie odwrotnego dla każdego, kto wciąż myśli, że ludzie są fundamentalnie leniwi: osoby otrzymujące dochód podstawowy nie rezygnowały z pracy. Wręcz odwrotnie – częściej zmieniały pracę na bardziej satysfakcjonującą (co zagraża pracodawcom, którzy wykorzystują pracowników godzinami za niskie wynagrodzenie, ale o tym się nie mówi), podejmowały dalszą edukację (uczyli się, bo mieli czas i bezpieczeństwo) i wykazywały wyższe poczucie bezpieczeństwa finansowego oraz zdrowia psychicznego. Jürgen Schupp, naukowy kierownik badania z Instytutu, powiedział, że jedyną zmianę postawy, jaką zaobserwowali, była zwiększona altruizm i zaangażowanie społeczne – ludzie z BDP bardziej angażowali się w działalność społeczną, charytatywną i wolontaryjną, jakby poczucie bezpieczeństwa finansowego odblokowywało potrzebę pomagania innym.

Efekty na rynek pracy były, mówiąc wprost, zerowe w gorszym sensie – pracownicy nie odeszli masowo z pracy, co oznacza, że podstawowy strach był nieuzasadniony. Ale poczuli się bardziej bezpiecznie i autonomicznie, a to zmienia wiele. Osoby z BDP oszczędzały pieniądze i budowały zabezpieczenie finansowe – udział osób z kapitałem poniżej 10 tys. euro spadł z 27 procent do 13 procent. To oznacza, że nie konsumowali wszystko, tylko – i to jest ważne – stwarzali sobie możliwość wyboru.

Finlandia poszła inną drogą. Dwóm tysiącom bezrobotnych Finów płacono 560 euro miesięcznie przez dwa lata, czyli od 2017 do 2018. To mniej niż w Niemczech, i skupiało się na bezrobotnych, a nie na całej populacji. Rezultat był zaskakujący, ale może nie dla tych, którzy czytają badania uważnie. Zatrudnienie w grupie badanej wzrosło o 6 dni rocznie w stosunku do grupy kontrolnej – czyli niewiele, ale jednak wzrosło, a nie spadło. Ważniejsze było jednak to drugie: znacznie poprawiło się samopoczucie psychiczne uczestników i ich poczucie bezpieczeństwa finansowego. Ci ludzie mieli mniej stresu – słowa mi brzmią jak miejsca wspólne, ale depresja i bezsenność to rzeczy poważne. Mieli mniej depresji, mniej samotności, lepsze nastawienie do życia, wyższą nadzieję na przyszłość. Finowie otrzymujący dochód podstawowy mieli też bardziej pozytywną percepcję swoich zdolności poznawczych – lepiej pamiętali, szybciej się uczyli i lepiej się koncentrowali. Paradoksalnie, mniej biurokracji i mniej kontroli (bo nikt ich nie ścigał, żeby udowodnić, że szukają pracy) doprowadziło do lepszych wyników zdrowotnych.

Polska rzeczywistość: Ile to będzie kosztować – i skąd wziąć pieniądze?

Wróćmy do Polski, do rzeczywistości liczb, które potrafią być przytłaczające. Polski Instytut Ekonomiczny, te osoby, które zajmują się takimi analizami na co dzień, pokazuje jasno – i słowa „jasno" nie są tutaj przesadą – że wprowadzenie Bezwarunkowego Dochodu Podstawowego w wysokości 1200 zł miesięcznie dla osób dorosłych i 600 zł dla dzieci wymagałoby wydatkowania rocznie 376 miliardów złotych. Czytaj to powoli. 376 miliardów. Rocznie.

Dla porównania – całkowite wydatki na system zabezpieczeń i pomocy społecznej w 2018 roku wyniosły 343 miliardy złotych. To oznacza, że BDP kosztowałby więcej niż cały obecny system socjalny, a przecież emerytury nie mogłyby zniknąć z dnia na dzień, niezależnie od tego, co by się chciało. Emerytury to 229 miliardów z tamtych 343 miliardów. Temat finansowania to węzeł gordyjski całej dyskusji – można mówić o ideach ile się chce, ale pieniądze to pieniądze.

Gdzie by wziąć te pieniądze? Ekonomiści wymieniają kilka możliwych ścieżek, każda bardziej bolesna od poprzedniej. Likwidacja dotychczasowych programów (800 plus, dodatki emerytalne, zasiłki dla bezrobotnych) – byłoby to równoznaczne z radykalną przemianą systemu socjalnego, która wywołałaby socjalne tsunami. Wprowadzenie nowych podatków (cyfrowego, ekologicznego, od wirtualnych usług) – opór społeczny byłby gigantyczny, wszyscy by się skarżyli. Zwiększenie progresji w podatku dochodowym – zarabiający więcej byliby bardziej narażeni, a ci ludzie mają prawników i lobbyści. Ograniczenie ulg podatkowych – biznes i klasa średnia stawiałyby natychmiast opór. Wzrost deficytu budżetu – zwiększenie zadłużenia publicznego, co na długą metę grozi kryzysem finansowym, podobnym do tego, co działo się w Grecji czy w Argentynie.

Sejmowe Biuro Ekspertyz i Oceny Skutków Regulacji określiło wprowadzenie BDP jako „jedną z największych zmian społeczno-gospodarczych od 1989 roku". Taka ocena nie przychodzi łatwo ekspertom rządowym, którzy zwykle są oszczędni w słowach. Oznacza radykalną przebudowę finansów publicznych, likwidację dotychczasowych programów lub masowy wzrost opodatkowania, albo kombinację obu rozwiązań – a może nawet coś gorszego, czego nikt sobie nie wyobraża.

Poparcie społeczne: Teoria a rzeczywistość

Badania Polskiego Instytutu Ekonomicznego pokazują ciekawą rozbieżność, która mówi wiele o psychologii Polaków i ludzkich naturze w ogóle. Aż 51 procent Polaków w wieku 18–64 lat deklaruje poparcie dla wprowadzenia BDP w abstrakcji – gdy pyta się ich abstrakcyjnie, w telewizji, bez konsekwencji. Ale co się dzieje, gdy zmienia się pytanie i pyta się konkretnie? Kiedy uświadamia się ludziom, że trzeba będzie coś zmienić, aby to sfinansować – poparcie drastycznie spada. Do 30 procent, jeśli trzeba byłoby podnieść podatki. Do 28 procent, jeśli trzeba byłoby zrezygnować z części świadczeń socjalnych. Do zaledwie 24 procent, jeśli to oznaczałoby wzrost zadłużenia państwa. To pokazuje psychologiczną przesadę: Polacy chętnie mówią TAK do pieniędzy, gdy nie pytamy o źródła finansowania. Ale gdy uświadamiamy im rzeczywiste konsekwencje – o, wtedy entuzjazm szybko opada, jakby ktoś otworzył okno i uciekło gorące powietrze.

Jeszcze bardziej pouczające – i boli to patrzeć – są wyniki dotyczące zaufania interpersonalnego. Aż 73 procent pracujących Polaków twierdzi, że osobiście kontynuowałoby pracę, gdyby otrzymywało BDP. Ale tylko 22 procent sądzi, że inni ludzie byliby równie pracowici. To głębokie wewnętrzne przekonanie o własnej wyjątkowości oraz niedowierzanie innym – charakterystyczne dla wielu społeczeństw, ale szczególnie widoczne w Polsce, gdzie każdy uważa siebie za pracownika, a swojego sąsiada za potencjalnego leniwego. To jakby każdy mówił: „Ja bym pracował, ale ten drugi chłop by mi tu siedział na dupie" – i to jest właśnie najważniejsza rzecz, którą trzeba zrozumieć przy dyskusji o BDP.

Projekt Sejmu 2025: Detale, które mogą zniszczyć plany

Projekt obywatelski trafiający do Sejmu w lipcu 2025 roku zakłada znacznie wyższą kwotę niż pierwotnie mówiono – 2333 złote dla każdego obywatela od trzeciego roku życia, niezależnie od dochodów. Kwota ta wynika ze wzoru stanowiącego 50 procent minimalnego wynagrodzenia brutto z momentu złożenia projektu. Brzmi na papierze sensownie – jest to proporcja, którą można obliczyć automatycznie, bez dyskusji politycznych co roku o nowej kwocie. Po jej przescalowaniu w stosunku do obecnego poziomu inflacji i wzrostu kosztów życia, kwota 2333 zł wydaje się bardziej realistyczna niż pierwotnie proponowane 1700–1800 zł, choć wciąż może być niedostateczna dla osób z dodatkowymi potrzebami.

Część projektów proponuje pilotaż w województwie śląskim na 20 lat. Myśl jest inteligentna – taki regionalny eksperyment miałby dwa cele jednocześnie: dowieść skuteczności systemu w kontrolowanych warunkach oraz zmierzyć się z kryzysem gospodarczym tego konkretnego regionu, bezpośrednio wynikającym z zamykania kopalni i hut, które miały miejsce przez ostatnie lata i będą jeszcze miały. To logika praktyczna – region ma gotową historyczną uzasadnienie i wyraźnie określoną populację testową, ludzi, którzy naprawdę potrzebują wsparcia. Mieszkańcy mogliby być obserwowani przez dwie dekady, a naukowcy zebraliby nieocenionych danych o długoterminowych skutkach BDP na gospodarkę lokalną, zatrudnienie, edukację i zdrowie.

Jednak eksperci zwracają uwagę na potencjalny problem konstytucyjny – a to może być problem naprawdę duży. Wprowadzenie takiego świadczenia tylko w jednym województwie mogłoby naruszać zasadę równości obywateli przed prawem i stanowić dyskryminację terytorialną, którą każdy mieszkaniec Mazowsza lub Dolnego Śląska mógłby zaskarżyć. Problem wymaga rozstrzygnięcia przez Trybunał Konstytucyjny, a wiemy, jak to z Trybunałem wyglądało ostatnio – długo, boleśnie, politycznie.

Wątki kluczowe, które się omija – i dlaczego są ważne

Dyskusja o BDP w Polsce pomija kilka kluczowych zagadnień, które mogą być – nie „mogą", ale będą – decydujące dla powodzenia lub porażki całego projektu. To nie są błahe techniczne szczegóły, to są rzeczy, które mogą całość zawalić.

Inflacja i siła nabywcza: problem, który się ukrywa

Po pierwsze – inflacja. Kiedy masa pieniądza wzrasta znacząco, kiedy wszyscy nagle dostaną 2333 złote dodatkowo, a podaż towarów i usług nie nadąża (bo towary się nie drukuje tak szybko jak pieniądze), ceny naturalne muszą rosnąć. To jest ekonomia elementarna, której żaden ekonomista nie będzie przeczyć, choć niektórzy spróbują obejść ten problem teoretycznie. Niektórzy argumentują, że przedsiębiorcy mogą „wchłonąć" BDP bez podwyższania cen – że po prostu zaakceptują niższe marże, bo będą zadowoleni z liczby transakcji. Ale to naiwne. Każdy przedsiębiorca wie, że wyższa podaż pieniądza u konsumentów równa się wyższej cenie rynkowej, bo ludzie będą konkurować o towary. Efekt może być taki, że Polacy dostaną 2333 złote, ale koszty życia wzrosną proporcjonalnie, a realna wartość świadczenia zmniejszy się znacznie. Chleb, który kosztuje 3 złote, będzie kosztować 4, bo wszyscy mają więcej pieniędzy. Niemcy obserwowali to zjawisko w mniejszym stopniu, ale częściowo dlatego, że ich eksperyment był ograniczony do zaledwie 122 osób i 3 lat – co to jest na tle całej gospodarki niemieckiej?

Infrastruktura administracyjna: twój ZUS i mojego ZUS

Po drugie – przepustowość systemu administracyjnego. Obecny system ZUS, CEIDG i PESEL – te trzy skróty, które znają wszyscy – z trudem radzi sobie z obecną liczbą świadczeń, nawet teraz, gdy są już opracowywane. Wprowadzenie BDP wymagałoby fundamentalnej modernizacji całej infrastruktury ewidencji i wypłat, od banków aż po ministerstwa. To miliardy złotych w same technologie, systemy informatyczne i szkolenia pracowników, których system nie ma, bo nikt ich nie szkolił na takie wyzwania. Polska IT nie radzi sobie najlepiej nawet z obecnymi systemami – Platformy Cyfrowe wciąż się uruchamiają (czasami na opóźnienie), a błędy w ZUS, gdy się trafią, trafiają do mediów i stają się skandalem. Wyobraź sobie, ile można zepsuć gdy się liczy miliony transakcji miesięcznie dla 38 milionów ludzi.

Kwestia emerytów, niepełnosprawnych i tych, którzy sie nie mieszczą w ramach

Po trzecie – i to jest może największy problem – kwestia emerytów i osób z dodatkowymi potrzebami. Projekt mówi o 2333 złotych dla każdego od trzeciego roku życia, ale przecież zatrudniający emeryci otrzymują dziś średnio 3000–4000 złotych. Czy BDP miałoby zastąpić emerytury, czy byłoby dodatkiem? Jeśli miałoby zastąpić – to ludzie na emeryturze dostaną mniej. Jeśli byłoby dodatkiem – to koszt będzie jeszcze wyższy niż szacunkowe 376 miliardów. Szara strefa szybko by się zorganizowała, aby „dzielić" emerytury między rodzinę lub ukrywać rzeczywiste dochody. Przepisy będą mieć setki sytuacji do rozpatrzenia, które prawicy czy lewicy w sejmie nie przychodzą do głowy: co z osobami pracującymi za granicą? Co z imigrantami, którzy pracują w Polsce? Co z osobami pozbawionym praw cywilnych? Co z osobami niepełnosprawnymi, dla których 2333 złote to zbyt mało na opiekę medyczną? Co z opiekunami osób zależnych, którzy nie mogą pracować pełnoetatowo? Każda z tych kategorii to dziesiątki tysięcy ludzi i setki tysięcy formalnych pytań bez odpowiedzi.

Bezwarunkowy Dochód Podstawowy to nie magiczna różdżka – to złożony system polityczno-społeczny, którego wprowadzenie wymagałoby gruntownych zmian w podejściu państwa do obywateli, pracy i redystrybucji dochodów. Przed wprowadzeniem trzeba będzie rozwiązać pytania, na które nikt teraz nie chce odpowiadać.

Scenariusze: Co realnie mogłoby się stać w Polsce, a co to już fikcja

Polska nie wprowadzi pełnego, powszechnego BDP w najbliższych latach. To jest tak pewne jak słońce na niebie, tzn. pewne, bo wszystko wskazuje na to. Zbyt wiele przeszkód, zbyt duże koszty, zbyt mała wola polityczna i zbyt duży brak konsensusu politycznego – coś, czego po prostu nie ma. Ale są realistyczne scenariusze, w które wprowadzenie BDP mogłoby się przerodzić, jeśli ktoś będzie naprawdę chciał.

Scenariusz 1: Pilotaż regionalny – Śląsk, 20 lat, 2333 złote

Test, który mógłby znaleźć się w Krajowym Planie Odbudowy i Zwiększania Odporności (KPO) jako finansowany ze środków UE – to byłoby sztuczką, bo wtedy polska kasa by tego nie płaciła bezpośrednio. Takie rozwiązanie umożliwiałoby testowanie hipotez bez angażowania budżetu krajowego w pełnym wymiarze. Jednocześnie pozwoliłoby obserwować rzeczywiste skutki makroekonomiczne na terenie Polski – inflację, wzrost zatrudnienia, efekty socjalne, ucieczki czy napływy do regionu. To rozwiązanie mieści się w ramach unijnej elastyczności finansowej, a Europa nie za bardzo się opiera dofinansowaniu eksperymentów społecznych, jeśli są naukowe i mają prolog do zmiany polityk publicznych.

Scenariusz 2: Zmodyfikowany BDP

Nie 2333 złote dla wszystkich, ale zależność od wieku lub dochodów. Bezrobotni dostawaliby więcej, pracownicy mniej, emeryci mogliby otrzymywać BDP jako wymienną część emerytury. To rozwiązanie pośrednie, które byłoby całkowicie nie tym, czym jest BDP w teoretycznym sensie – ale mogłoby być politycznie akceptowalne dla większości opcji. Taki wariant zwiększyłby zaangażowanie lewicy i lewicowych ekonomistów, bo byłby „sprawiedliwszy", bardziej dopasowany do potrzeb.

Scenariusz 3: Stopniowa reforma – zamiast rewolucji ewolucja

Zamiast wprowadzania BDP od nowa – rozszerzenie dostępu do obecnych świadczeń, czym zajmuje się Lewica, lub stworzenie systemu podobnego do Islandii czy Norwegii, gdzie dochód gwarantowany jest niski (czasami zdecydowanie niski), ale dostęp do usług publicznych – edukacji, opieki zdrowotnej, mieszkalnictwa – jest szeroszy i lepiej sfinansowany. To byłoby połowicznym rozwiązaniem, ideą kompromisu, ale możliwym do realizacji bez przebudowy budżetu całego państwa.

Opinie ekonomistów: Każdy widzi jeden obraz inaczej

Zwolennicy BDP w Polsce – tacy jak prof. Ryszard Szarfenberg z Uniwersytetu Warszawskiego, człowiek, który na ten temat publikuje od lat – argumentują, że system ten upraszcza biurokrację (czego wszyscy chcą), eliminuje „pułapkę biedy", tę rzecz, gdzie człowiek karany jest za zdobycie dodatkowego dochodu przez obcięcie świadczeń, i daje ludziom rzeczywistą wolność do podejmowania decyzji życiowych – może zmienić pracę, może podnieść kwalifikacje, może zaopiekować się dzieckiem bez paniki. Szarfenberg podkreśla, że BDP mogłby być szansą szczególnie dla młodych ludzi niezadowolonych z obecnego systemu, którzy czują się w pułapce.

Krytycy – reprezentowani przez ekspertów takich jak Rafał Trzeciakowski z Forum Obywatelskiego Rozwoju, którego analizy są chłodne i liczą rzeczywiste koszty – wskazują na proste, trudne do obalenia kwestię: niemożliwość finansowania bez drastycznych podwyżek podatków lub drastycznych cięć w obecnych wydatkach. Trzeciakowski podkreśla również, że BDP nie rozwiązuje kwestii osób z wysokimi specjalnymi potrzebami – niepełnosprawnych, przewlekle chorych, opiekunów. Osobie na wózku inwalidzkim czy wymagającej opieki medycznej całodobowej nie wystarczy 2333 złote miesięcznie, niezależnie od tego, jak dużą wolność finansową ma teoretycznie. BDP byłby dla niej niewystarczający, a jeśli by do tego dodać dodatkowe świadczenia dla niepełnosprawnych (a trzeba by dodać), to koszt znowu by się zmienił.

Czy Polska jest gotowa na BDP?

Polska w obecnym stanie finansów publicznych, demografii (bo ludzi ubywa) i struktury gospodarczej – gdzie dochody unijne się kończą, a kryzys już się zaczyna gdzieś na horyzoncie – nie jest gotowa na pełny Bezwarunkowy Dochód Podstawowy w postaci 2333 złotych dla wszystkich, każdego dnia, każdego miesiąca, rok w rok. Ale dyskusja o nim jest potrzebna i zdrowa, bo pokazuje, że społeczeństwo szuka nowych rozwiązań na stare problemy – ubóstwo, brak bezpieczeństwa socjalnego, rosnące nierówności, a także wyzwania wynikające z automatyzacji pracy i rozpadu tradycyjnego zatrudnienia, którego definitywnie nie będzie w takim kształcie za 10 lat.

Dobrą ścieżką byłaby – i to jest rzeczowy postulat – dokładna analiza niemieckiego i fińskiego doświadczenia, przeprowadzenie solidnego pilotażu w Polsce na zmodyfikowanej skali – najlepiej w regionie rzeczywiście potrzebującym, na co najmniej 3–4 lata, gdzie będą mierzyć wszystko. Potem, dopiero potem, na podstawie rzeczywistych danych – nie teorii, nie ideologii – podjęcie decyzji politycznej. Taka decyzja wymagałaby zgodnego stanowiska społeczeństwa, ekspertów i elit politycznych. Dzisiaj tego konsensusu nie ma, każdy woła coś innego, a bez niego każda próba wprowadzenia BDP skazana jest na niepowodzenie lub połowiczną realizację, która wszystkim będzie przeszkadzać

Najczęściej zadawane pytania – to, co wszyscy naprawdę pytają

Czy Polska już pracuje nad projektami BDP? Czy coś się dzieje?

Polska miała opracowany projekt pilotażu w województwie warmińsko-mazurskim od 2022 roku, finansowany ze środków UE, ale wówczas przyszła pandemia, a potem zmiana priorytetów politycznych. Obecnie prowadzone są głównie dyskusje akademickie, rozmowy przy kawie, a projekt obywatelski z lipca 2025 roku czeka na rozpatrzenie w Sejmie bez konkretnego harmonogramu. Innymi słowy: nic się nie dzieje szybko.

Ile kosztowałby BDP dla Polski – realnie, bez zaokrągleń?

Wprowadzenie BDP w wysokości 1200 zł dla dorosłych i 600 zł dla dzieci kosztowałoby 376 miliardów złotych rocznie. Jeśli mówimy o wersji 2333 zł z projektu obywatelskiego – byłaby to kwota ponad 600 miliardów złotych rocznie, czyli prawie cała obecna stawka podatków dochodowych i VAT razem wziętych. To więcej niż cały budżet obronny, edukacyjny i zdrowotny połączony. Dla porównania: Polska wydaje rocznie na obronę około 60 miliardów, na edukację około 120 miliardów.

Czy BDP zastąpiłby 800 plus i inne świadczenia? To jest pytanie za milion złotych.

To jedna z największych niewiadomych, która może całości potoczyć w różne strony. Projekt teoretycznie zakładałby zastąpienie części świadczeń (zasiłki rodzinne, dodatki dla bezrobotnych, niektóre zasiłki socjalne). Bez jasnej odpowiedzi na to pytanie, koszt rzeczywisty pozostaje nieznany i może być nawet wyższy niż szacunki, jeśli politycy się na coś „zapomną".

Czy BDP zmniejszyłby aktywność zawodową?

Doświadczenia międzynarodowe (Niemcy, Finlandia) wyraźnie pokazują, że nie – wręcz odwrotnie. Ludzie czuli się bardziej bezpiecznie i chętniej podejmowali zmianę pracy, edukację lub działalność społeczną. Jednak polska psychologia społeczna może się różnić od niemieckiej czy fińskiej – jesteśmy inni, mamy inną historię, inne doświadczenia. Dlatego pilotaż byłby absolutnie niezbędny przed wprowadzeniem na całą skalę.

Kiedy Polska mogłaby realnie wprowadzić BDP? Jaki jest realistyczny harmonogram?

Realistycznie – nie wcześniej niż za 5–7 lat, i to tylko w formie pilotażu regionalnego. Pełne wprowadzenie wymagałoby najpierw zmiany konstytucji (bo niektóre zapisy mogą się kolidować), zgody wielu opcji politycznych oraz przygotowania infrastruktury technicznej. Bez zewnętrznego impulsu (np. poważny kryzys ekonomiczny, który by zmienił siłę polityczną) liczba ta mogłaby być nawet dwa razy większa.

Jakie są główne zagrożenia związane z BDP? Co może pójść źle?

Główne zagrożenia to: inflacja i spadek rzeczywistej siły nabywczej (pieniądze będą, ale towary będą droższe), niemożliwość finansowania bez drastycznych zmian podatkowych lub cięć, brak gotowości infrastruktury administracyjnej i technologicznej, potencjalne problemy konstytucyjne przy pilotażu regionalnym, brak konsensusu społecznego między różnymi grupami, oraz ryzyko niedofinansowania osób z dodatkowymi potrzebami (niepełnosprawni, przewlekle chorzy, osoby starsze). Każde z tych zagrożeń samo w sobie mogłoby całość zawalić.


Źródła informacji – dokładnie, bez fajerwerków

Raporty i badania naukowe:

  • Polski Instytut Ekonomiczny – raport „Bezwarunkowy Dochód Podstawowy" (2021): https://pie.net.pl/wp-content/uploads/2021/02/PIE-Raport_Bezwarunkowy-dochod.pdf

  • Mein Grundeinkommen – raport z badań niemieckich (2025): https://www.mein-grundeinkommen.de/verein/presse/pressemitteilungen/erste-deutsche-langzeitstudie-zum-grundeinkommen-zeigt

  • Uniwersytet Warszawski – badania nad BDP (2022): https://badania.uew.pl

  • Instytut Ubezpieczeń Społecznych Finlandii (Kela) – Finland's Basic Income Experiment 2017–2018: https://toolbox.finland.fi/life-society/finlands-basic-income-experiment-2017-2018/

  • Wirtschaftsuniversität Wien – współpraca badań niemieckich: https://wu.ac.at

Projekty legislacyjne i dokumenty rządowe:

  • Sejm RP – projekt obywatelski Bezwarunkowy Dochód Podstawowy (2025): https://sejmpoludzku.pl

  • Ministerstwo Finansów RP – dokumenty budżetowe i analizy: https://www.gov.pl/web/finanse

Publikacje medialne i analizy eksperckie:

  • Forsal.pl – artykuły o BDP i finansach publicznych (2025): https://forsal.pl

  • Infor.pl – artykuł o projekcie BDP 2333 zł (2025): https://www.infor.pl/twoje-pieniadze/swiadczenia/6990312,nowe-swiadczenie-2333-zl-miesiecznie-dla-kazdego-polaka-od-3-roku-zycia.html

  • Business Insider Polska – artykuł o eksperymencie niemieckim (2025): https://businessinsider.com.pl/wiadomosci/dostawali-za-nic-5-tys-zl-miesiecznie-przez-trzy-lata-oto-co-sie-stalo

  • TVN24 – artykuł o eksperymentach BDP (2025): https://tvn24.pl/biznes/ze-swiata/bezwarunkowy-dochod-podstawowy-zaskakujace-wyniki-eksperymentu-st8410017

  • MDR Nachrichten – raport o badaniach niemieckich (2025): https://www.mdr.de/nachrichten/deutschland/politik/studie-bedingungsloses-mein-grundeinkommen-pro-gesund-zufrieden-102.html

Artykuły akademickie i prace naukowe:

  • UAM Press – artykuł naukowy o BDP: https://pressto.amu.edu.pl/index.php/prt/issue/download/72/86

  • Ryszard Szarfenberg – badania UW: https://ips.uw.edu.pl

Opinii i komentarze ekspertów:

  • Obserwator Finansowy – analiza BDP (2024): https://www.obserwatorfinansowy.pl

  • Forum Obywatelskiego Rozwoju – materiały eksperckie: https://for.org.pl

  • Uniwersytet Ekonomii i Biznesu w Wiedniu – kierowanie badaniami międzynarodowymi: https://wu.ac.at